Za kilkoma minutami braw na cyrkowej arenie kryją się lata cierpienia – tysiące kilometrów spędzonych w ciasnych, rozgrzanych przyczepach, wszechobecny hałas, samotność oraz strach przed batem i głodem.

To brutalna rzeczywistość zwierząt, które wciąż muszą „bawić” publiczność.

Dziś, 8 czerwca, obchodzimy Dzień Cyrku bez Zwierząt. To idealny moment, by przypomnieć, że te żywe istoty potrzebują troski, szacunku i możliwości realizowania swoich naturalnych potrzeb, a nie świateł jupiterów, krzyków i taniej popularności.

Na szczęście świat się zmienia. Wiele krajów zrozumiało już, że rozrywka widzów nie może stać ponad dobrem żywych istot.

W Polsce, dzięki ustawie o gatunkach obcych z września 2021 roku, wprowadzono kategoryczny zakaz pozyskiwania, rozmnażania i posiadania przez cyrki nowych zwierząt niebezpiecznych, takich jak lwy czy tygrysy. Niestety, przepisy te nie chronią wszystkich. W cyrkowej niewoli wciąż cierpią psy, konie czy wielbłądy. I choć niektóre miasta wprowadzają lokalne zakazy występów na terenach miejskich, cyrki często omijają to prawo, wynajmując działki prywatne.

Najprostszy i najskuteczniejszy zakaz mamy jednak w swoich rękach – to puste kasy biletowe.